top of page

Oczekiwania doroslych a potrzeby i możliwości dzieci

  • Iwona
  • 13 gru 2025
  • 4 minut(y) czytania

Ostatnio dostałam zgłoszenie od pewnej mamy na imprezę urodzinowa a’la pierwotni ludzie dla jej 7 letniego syna na łonie natury. A poniewaz zrobiłam tych imprez juz naprawdę sporo na przestrzeni ostatnich 5 lat, to zauważyłam pewien powtarzający się schemat dotyczący różnicy jeśli nie przepaści między tym, co rodzice by chcieli dla swoich pociech na ich urodziny w sensie aktywności a możliwości dzieci jako grupy. 


Tak wiec zapytałam tej mamy 7-latka czego oczekuje ode mnie.   

- Noo, mój syn uwielbia strugać patyki i budować szałasy. 

- A, no świetnie, a jego koledzy też? 

- hmmm, a tego to nie wiem…no i jeszcze rozpalanie ogniska byłoby fajne!

- Dla 7 latków? A ilu ich będzie?

- 10

- No, to nie wiem, czy będą w stanie tyle zdziałać w ciągu dwóch godzin, ja ich do tego w każdym razie nie będę zmuszać czy naganiać. Będę ich obserwować, co chwyta ich uwagę, gdzie i na czym kumuluje się ich energia i podążać za tym. Do pracy z nożem czy krzesiwem potrzebna jest koncentracja, nie wiem, czy będą w stanie ja z siebie wydobyć gdy ekscytacja jest wysoka. 

- No tak, pewnie bedzie z tym problem, to zdaje sie na pani doświadczenie.

- Super, dziękuję. 


Kiedy przyszłam na umówione miejsce, prezenty były już rozdane, tort zjedzony, a drzewo z każdej strony już powdrapywane, czyli odpowiedni moment. 

Podczas poznawania się z dziećmi zauważyłam, że ich energia jeszcze się nie wystudzila, być może przez moje pojawienie się jako obietnicy nieznanych przygód, albo taka ich nerwowa predyspozycja. W każdym razie zanim sie zorientowałam, zanim zdążyłam z nimi omówić nasz wspólny plan znaleźliśmy się nieopodal na wrzosowisku. Tam dzieci w mgnieniu oka odkryły różne kupy: konia (przyda sie na ognisko), zająca…Zaraz, zaraz a dokąd pędzi na trójka chłopców? Dłuuugo się nie zatrzymywali, az w koncu zaczęlismy ich wołać, by zawrócili. Okazało się, że biegli za zającem! Ale ten miał taaakie długie nogi, że go nie mogli dogonić. 

Inni też chcieli zobaczyć zająca, wiec zaczęlismy szukac wiecej jego tropów i śladów. Ale znaleźliśmy pełno różnych owadów! Wyciągnęłam więc szybko moje pojemniczki do ich łapania i oglądania. Było dużo mrówek, więc chciałam im dać powąchać kwas mrówkowy i tak zeszła nam pierwsza godzina. Ktos rzucił hasło, by pobawić się w chowanego, wszyscy zareagowali entuzjastycznie oprócz jednej osoby. Hm, zawahałam się, co tu z nim zrobic, az ktos powiedział “on tak zawsze, nic nie lubi”. Acha, a to oznacza już coś innego, to brzmi jak proszenie o uwagę, ‘zobacz mnie, ja też się liczę, tez jestem ważny”. Zapytałam więc go na co on ma ochotę: w berka. Na to z kolei część grupy nie miała ochoty, woleli w chowanego. 

W międzyczasie tego dogadywania planu chłopcy chwytali każdy kawałek kijka jaki znaleźli, który rozpalał ich fantazje, az w koncu zaczęli sie dopominac o noz. Więc nie zagraliśmy w nic, tylko poszliśmy zgodnie do lasu szukać badyli do strugania. Tak mi się przynajmniej zdawało. Ale chłopcy zaczęli namiętnie tłuc tymi kijami o drzewa (wcześniej bym ich powstrzymywała, że drzewo to też żyjąca istota, ale z czasem wypracowałam sobie zdanie, że drzewo to zniesie, a energia dzieci widocznie musi znalezc gdzies upust, taki kompromis na początek) 

Ktos pokazał mi 30cm badyl, z którego chciał budować szałas, ktoś domagał się noża, a ktos chciał zebym znalazła mu patyk … Słowem chaos i juz mnie on zmęczył. Postanowiłam w koncu nadać kierunek tej rozpraszającej się na wszystkie strony energii. Ale nie jest to takie proste. Trzeba umieć złapać uwagę dzieci, bez narażania swego głosu na za duże straty. Więc kukam jak kukułka, zyskuję tym ich uwagę i szybko przechodzę do meritum: kto chce pracować teraz z nożem? Wszyscy. 

A kto pracowal juz z nożem?

I tu chcieli opowiadać różne historie, ale je ukróciłam zdecydowanie. Kto chce pracować z nożem musi mnie teraz posłuchać, kto nie chce mnie posłuchać może iść się bawić w co innego. Harmider znowu sie stworzył, więc odeszłam parę kroków na bok mówiąc normalnie “kto mnie slyszy, idzie ze mna”. Połowa grupy poszła, a druga połowa zdezorientowana to zauważyła i dołączyła szybko.Teraz przemowiłam juz srogim tonem: kto chce pracować z nożem, co jest niebezpieczne musi mnie słuchać, omówimy zasady bezpieczeństwa, a następnie je powtórzycie. Kto tych zasad nie zdoła zapamiętać, to nic takiego, ale nie dostanie noża, za to bedzie mogl robic cos innego. W końcu się uciszyli i przeszliśmy do strugania. Po 5 minutach był koniec koncentracji i 3 chłopców zaczęło biec w kierunku krowiego byka, zatrudnionego przez leśniczego do koszenia trawy i głośno wołali coś do byka.  Itd. Itd.

Opisuje to wszystko, żeby zilustrować, ze zadaniowość dorosłych, również moja, nijak się ma do dziecięcych fantazji i możliwości koncentracji. Z zaplanowanych przez dorosłych  3 aktywności zrobiliśmy tylko jedna.Tylko? Ale dzieci i tak były zachwycone i dostalam od nich misia na koniec. Na szczęście rodzice też byli zadowoleni. 


Teraz już wiesz, jak pracuję z dziećmi. Staram się za nimi podążać, szanując ich flow, ich spontaniczność, ale czasem postawię na swoim, aby tez czegos ode mnie się mogli nauczyć na zasadzie “take it or leave it”, tak, aby dzieci, które są gotowe na nowa dawkę wiedzy tez coś dostały. W podobny sposób prowadzę też obozy przyrodnicze, wakacyjne, zawsze z nadzieja na wymianę refleksji pedagogicznych z rodzicami..


 
 
 

Komentarze


Featured Posts
Nie ma jeszcze żadnych opublikowanych postów w tym języku
Po opublikowaniu postów zobaczysz je tutaj.
Recent Posts
Archive
Search By Tags
Follow Us
  • Facebook Basic Square
  • Twitter Basic Square
  • Google+ Basic Square
bottom of page